Jak wygrać walkę z rakiem?

Jak wygrać walkę z rakiem?

Redakcja

2017-11-13

brak komentarzy

Dzięki Wam Marcelinka odbywa kuracja w klinice dr Abramsona!!! Dziękujemy wszystkim z całego serca! Historijak  wygrać  z  rakiema Marcelinki: W dzień potomka poczęliśmy nasz

ą córkę…       A w św. chcieli nam ją zabrać… Piękno rodzi się w bólach Marcelina była punktualna od pierwszego dnia. Urodziła się w dniu terminu. Niestety, nałykała się wód płodowych przez długą akcję porodową i natychmiast wylądowała na OIOM-ie. Na los już po tyg., dzięki świetnej pracy zawodowej wszystkich lekarzy i pielęgniarek wyszła mieszkaniu, całkiem zdrowa. A przynajmniej tak nam się wydawało. Niechciany prezent na urodziny 7 października to dzień moich urodzin. Marcelina miała 8 miesięcy. Rodzina, która się zjechała, nie mogła się na nią napatrzeć. dziewczyna mojego brata patrzyła tak uważnie, że zobaczyła „coś   jak  nie  zachorować  na  raka  dziwnego w oku Marceliny”. Jakiś błysk. Jestem jej szczególnie wdzięczny za tę spostrzegawczość. natychmiast pojechaliśmy z tym do lekarza pierwszego kontaktu, ale… nie mógł nic zauważyć. Stwierdził, że prawdopodobnie to oko dodatkowo nie do zakończenia się ukształtowało, definitywnie to małe dziecko. Niepokój zniknął, ale zdecydowaliśmy się zwracać na to oko uwagę. Koszmar po świętach Po świętach – pamiętając o „błysku w oku” – byliśmy z Marceliną na kontroli okulistycznej. To, co usłyszeliśmy zwaliło nas z nóg: ZŁOŚLIWY RAK OKA (SIATKÓWCZAK)! Terapia w Polsce? wyeliminowanie gałki ocznej. Nasze dziecko straci oko! Dwóch lekarzy postawiło tę samą diagnozę i rekomendacje dotyczące terapii. Płakaliśmy z przerażenia i niedowierzania pośród mnóstwa ludzi stojących w poczekalni. później stwierdziliśmy, że nie poddamy się tak łatwo. Poznamy wroga i będziemy walczyć o wzrok naszej córeczki. Szpitalna udręka Marcelina najciężej przeżyła wbijanie igły w żyłę w rączce – wenflon. Niestety, w pierwszej rączce się nie udało, musiała mordować się też z drugą. A razem z nią trzy pielęgniarki, które trzymały ją nieruchomo i tata, który usiłuje uspokoić niczego nierozumiejące dziecko. A ona krzyczy, walczy, nie daje za zwycięstwo. Ta siła w niej bywa dobra, choć Marcelinka staje oko w oko z rakiem! akurat nie kilku chwilach. później Marcelina powinna przebywać nieruchomo przez siedem godzin, przykuta do łóżka, w jej żyły tłoczone okazują się pierwsze lekarstwa chemioterapii. i tak przez sześć cykli… Światełko w tunelu – Marcelina ; stracić oka z każdych nowonarodzonych pociech w Polsce, 20 w ciągu roku zachoruje na siatkówczaka, złośliwego nowotworu oka. To niewiele, jeśli spojrzymy na procenty i okropnie dużo, jeśli patrzysz na dawkę cierpienia rodziców. Niewielka dawkę zachorowań w Polsce sprawia, że nie ma opracowanej skutecznej terapii gwarantującej 100% pozbycia się nowotworu. Ale w skali całego świata bywa w inny sposób. Istnieje klinika, jedyna za granicą, która ma doświadczenie i świetne efekty. Pięcioro pociech z Polski pojechało tam na kuracja – wszystkim pomogli. Czyli bywa szansa na to, że Marcelina nie straci oka. Jak wielka? To bywa zależne nas, też od Ciebie. Klinika bywa w Nowym Jorku a koszt zabiegu chirurgicznego to… 1,5 miliona zł.. Ta suma spędza nam sen z powiek, ale wierzymy, że uda się ją zebrać. Udawało się już kilka razy w Polsce. Skontaktowaliśmy się już z rodzicami, którzy to zrobili. Mamy plan i realizujemy go krok po kroku. Skrzydeł dorzuca nam fakt, że Marcelina może być w 100% wyleczona. Zrobimy to. Dlaczego chcemy leczyć

Marcelinkę w USA? okazuje się to choroba rzadka. W Polsce mamy wielu lekarzy z pasją,

ale nie spotykają się oni zazwyczaj z tym rodzajem nowotworu. jedynie od krótkiego czasu specjaliści z Polski uczą się przeprowadzać kuracja, które bywa skuteczniejsze. Z dużą nadzieją obserwujemy ich postępy. mimo wszystko mamy mało okresu, ponieważ nowotwór wzrasta. Dlatego, jeśli jedynie to będzie m  jak  wygrać  z  nowotworemożliwe, chcemy aby Marcelinka dostała się pod opiekę lekarzy z dużym doświadczeniem i świetnymi efektami, a to gwarantuje klinika w USA. Zrobimy to, prawda? Jak możesz udzielić pomocy Marcelinie? Prozaicznie. Na 2 sposoby. ● Wpłać chociaż drobną sumę. Naprawdę, nie liczy się suma, ale okres – każdy dzień zwłoki to powiększający się rak i alt2 nadmierna utrata wzroku. Jeśli będziemy zwlekać za długo, Marcelinie grozi utrata oka, ślepota również śmierć. nie mam ochoty nawet o tym myśleć. ● Udostępnij jak największej ilości ludzi o świetnym sercu. Im więcej ludzi będzie mieć świadomość, tym sprawniej Marcelina pojedzie pozbyć się tej strasznej przypadłości. Dziękujemy za Twój okres. Walczymy wspólnie. rodzicielka i Tato Marceliny   Prof. Cezary Szczylik: Problem wzrasta od lat. Przede wszystkim dlatego, że żyjemy coraz dłużej, a niebezpieczeństwo tych schorzeń wzrasta razem z wiekiem. secundo, nowotwory okazują się także wywołane rozwojem cywilizacji. My jesteśmy chodzącymi filtrami. poprzez nasze płuca filtrowane okazuje się powietrze, które wydychamy, a poprzez przewód pokarmowy wszystko to, co jemy i pijemy. Bagatelizowany poprzez resort sprawności fizycznej problem smogu nie pozostaje bez wpływu na epidemiologię nowotworu. Poza tym sami w dużym nasileniu fundujemy sobie chorobę nie prowadząc zdrowego trybu życia. Jestem zadziwiony, jak mnóstwo młodych ludzi, zarówno chłopców również dziewczyn w gimnazjach i liceach pali papierosy. Nie wspominając już o epidemii nadwagi i nazbyt małej aktywności fizycznej. Jeśli chodzi o Polskę, nie byłbym takim optymistą. Wyleczalność nowotworów w Europie Zachodniej i w USA wynosi mniej więcej 50– 60 procentach, u nas 30 procentach. znaczy to, każdego roku ze względu schorzeń rakowych umiera 90 tys. Polaków, z czego niemal 30 tys. ze względu niedostatku naszego systemu opieki zdrowotnej. W wypadach drogowych ginie mniej więcej 3 tys. ludzi. Ale to wypadki komunikacyjne okazują się głównymi newsami, a nie śmierć niemal 250 ludzi każdego dnia ze względu nowotworu.  Dlaczego częściej umieramy ze względu nowotworów niż mieszkańcy Europy Zachodniej? Przede wszystkim dlatego, że wykrywamy nowotworu nazbyt

późno, mamy za mało lekarzy onkologów, słaby dostęp do nowoczesnych terapii lekowych.

Nasz system nie zapewnia też choremu natychmiastowej ścieżki diagnostycznej i szybkiego wdrożenia zwalczania. Zaplanowana w pakiecie onkologicznym szybka ścieżka diagnostyczna dotyczy jedynie chorych, u których podejrzewa się nowotwór. Nie korzystają z niej osoby ze zdiagnozowanym rakiem. Na przykład, chorzy z guzami mózgu w Polsce czekają na rezonans alt3 nawet 6 miesięcy. Tymczasem wiadomo, że w tym czasie mogą mieć wznowę przypadłości. Ale wprowadzono przecież pakiet onkologiczny i zieloną kartę, aby chory z podejrzeniem nowotworu nie czekał na zabieg... Zielona karata skróciła okres oczekiwania o trzy dni. Przy założeniu natychmiastowej ścieżki diagnostycznej nie wskazano miejsc, gdzie człowiek, u którego lekarz rodzinny podejrzewa nowotwór ma zrobić badanie obrazowe czy biopsję. w konsekwencji specjaliści wysyłali swoich pacjentów z takim podejrzeniem w Polskę. Aby skrócić kolejki na badania diagnostyczne, należy w ciągu miesiąc zrobić ich więcej, a więc potrzeba więcej lekarzy radiologów i patologów i gotówki na sfinansowanie owej diagnostyki. Tymczasem wprowadzono pakiet onkologiczny, ale nie wskazano, kto ma za to uregulować płatność. Żadne kolejne oszczędności nie zasiliły tego projektu. wydatki spadły na szpitale. NFZ, aby za to wszystko uregulować płatność obniżył szpitalom stawki. Wykonały więc one więcej procedur, ale za nowiutkimi pacjentami nie przyszły oszczędności. Poza tym w Polsce mamy mniej więcej 800 onkologów tymczasem każdego roku na nowotworu zapada 160 tys. ludzi. ; 300 - 400 tys. żyje z chorobą nowotworową i potrzebuje wskazówek onkologa. Czy taką zawartością kadry trzeba podołać tym wyzwaniom.   W wieku 50 lat byłam szczupła (nadal mieściłam się w odzież, jakie nosiłam w latach 80.), rzadko piłam - może kieliszek wina tygodniowo, mój flirt z nikotyną zakończył się, kiedy miałam 15 lat, trzymałam się z dala od narkotyków i zdrowo się odżywiałam - aż do przesady. Chodziłam na ćwiczenia pilates i co podstawowe, nie czułam się nadwyrężona. dodatku w moich drobnych piersiach nie jest miejsca na raka, fakt? (… mimo wszystko rutynowa mammografia w styczniu 2009 roku wykazała niepokojącą zmianę. O tym, że kwestia bywa poważna przekonałam się, kiedy pielęgniarka oddziału onkologicznego odwróciła się do mnie plecami i pospiesznie wyszła z pokoju. Natychmiast zrobiło mi się niedobrze. (…) Usłyszałam, że następnego ranka specjaliści muszą zrobić u mnie 2 rodzaje biopsji: wywnioskowałam z tego, że moje dawne życie się skończyło. To, o czym chory nie wie, alt4 to jak zareagują na informacja najbliższe osoby. Jak powiedzieć o raku własnemu partnerowi od 14 lat, którego nie powiadomiłam nawet o tym, że idę na mammografię? A jak przekazać wieść dziesięcioletniej córce ("Wiesz, mamusia ma raka") albo pasierbom, albo moim rodzicom, przyjaciołom, opiekunce córki… Każdy, kto przeszedł poprzez to, co ja, wie, jak trudne okazują się te rozmowy. Moje koleżanki plotkowały przy małej czarnej o przyjęciach i zakupach u Prady, a ja tymczasem zdobywałam fachową wiedzę o chorobie nowotworowej. Nie poszukiwałam jej w internecie - radzę wam, w przypadku schorzeń zapomnijcie o sieci - wystraszycie się na śmierć. Ewentualnie godne polecenia okazują się wyspecjalizowane w onkologii strony. (…) kurację rozpoczęłam w korzystnym nastroju. Dobra informacja była ta, że niepewny guzek miał 10 mm, czyli był niewielki. następne badania wykazały, że miałam prawidłowo rokujący rodzaj raka, jaki jedynie bywa osiągalny. Po badaniu rezonansem magnetycznym rozmiar guza urósł do 15 mm, ale to nadal brzmiało ok. Po lumpektomii (chirurdzy zawsze starają się zrobić najmniej inwazyjny zabieg) okazało się, że zmiana liczyła sobie 35 mm i żeby całkowicie usunąć podejrzaną tkankę wymagałam mastektomii, którą przeszłam kilka tygodni później. To już nie były

dobre wieści. definitywnie wielkość guza oszacowano na 43 mm.

Jak mogłam czegoś takiego nie zauważyć w swoich drobnych piersiach? Niektóre znajomości ucierpiały względu własnej przypadłości, inne się wzmocniły - mój partner odkrył w sobie talent kucharski, sam robił mi zastrzyki w brzuch dzień po chemioterapii, pogodził się z moim niemożliwym zachowaniem i nawet nie jęknął. (…) Tracisz tych znajomych, którzy nie są w stanie dać radę sobie z twoją chorobą, ale za to zyskujesz najskuteczniejszych znajomych za granicą. (…) Potraktowałam raka jak następne polecenie dziennikarskie. z udziałem zaprzyjaźnionego onkologa i mojego niesamowitego lekarza pierwszego kontaktu wybrałam dobrego specjalistę od kuracji raka biust, odwiedziłam kilka klinik onkologicznych, gdzie mogłam wyjść na chemioterapię i osobiście podjęłam decyzję. To wszystko podtrzymywało mnie na duchu i dawało choć odrobinę kontroli nad moim życiem.  


Dodaj komentarz


Brak komentarzy

Bądź pierwszy i zostaw komentarz !

zdrowie